Szlak Karpacki: Góry Sanocko-Turczańskie

Po naszych przeżyciach z Pogórzem Przemyskim (poprzednią część naszych przygód znajdziesz TUTAJ) czas na pierwsze góry podczas naszej wędrówki przez Szlak Karpacki: Góry Sanocko-Turczańskie. Turyści przyjeżdżający nad Solinę czy do Arłamowa często myślą, że znajdują się już w Bieszczadach. Nic bardziej mylnego – jest to właśnie rejon Gór Sanocko-Turczańskich, choć klimat tajemniczości i historii oraz dzika natura przywodzą na myśl bieszczadzkie ostępy. Zanurzmy się zatem w świat nieistniejących wiosek i legendarnego księstwa…


Przeczytaj również: Szlak Karpacki – najdzikszy szlak w Polsce


Szlak Karpacki: Góry Sanocko-Turczańskie – dzień 8

Po porannym zwiedzeniu wieży widokowej i bazyliki w Kalwarii Pacławskiej, ruszamy w dalszą trasę. Mijamy stare zabudowania wsi Pacław i wychodzimy na łąkę. Słońce przygrzewa, góry wokoło, cisza i spokój – można się zapomnieć! I tak rzeczywiście jest, bo w pewnym momencie nieświadomie schodzimy ze szlaku i gdyby nie sprawdzenie apki, byłoby długie wracanko.

Szlak Karpacki: Góry Sanocko-Turczańskie
Widoki w drodze na Paportno

Po drugiej stronie szczytu Żytne (503 m n.p.m.) znajduje się wioska Paportno. Choć w sumie powinienem napisać „znajdowała się”, gdyż, w wyniku wysiedleń mieszkańców do ZSRR, opustoszała w 1946 roku. Dzisiaj o jej istnieniu świadczą jedynie totalnie zarośnięte cmentarz i cerkwisko. Znajdujące się w Paportnie cerkiew i pozostałości budynków mieszkalnych zostały zniszczone w trakcie tworzenia tzw. „Księstwa Arłamowskiego”, ale o tym za chwilę.

Paportno położone jest tuż przy granicy z Ukrainą – świadczy o tym tablica „Granica Państwa” znajdująca się przy szlaku (i ukraiński zasięg). Co do samej trasy, to przez niemal cały dzień towarzyszyć nam będzie szuter lub asfalt, tym razem nie będzie więc bagienek i przedzierania się przez krzaczory. Natomiast odcinek z Paportna do Jamnej przebiega przez naprawdę odludne tereny, na których łatwo o spotkanie z misiem lub innymi dzikimi zwierzętami – czuje się to, przemierzając kolejne kilometry szlaku.

Szlak Karpacki: Góry Sanocko-Turczańskie
Pozostałości po cmentarzu w Paportnie

Docierając do Jamnej, wchodzimy również do Parku Krajobrazowego Gór Słonnych – części Gór Sanocko-Turczańskich. Nazwa pochodzi od słonych źródeł, z których aż do czasów II wojny światowej pozyskiwano sól (a pierwsze wzmianki pochodzą już z I wieku naszej ery!). Podwójne „n” w nazwie wywodzi się z dialektu sanockiego.

Księstwo Arłamowskie

Pozwolę sobie, Drogi Czytelniku, przybliżyć Ci nieco historię wspomnianego Księstwa Arłamowskiego. Powstało pod koniec lat 60. XX wieku, gdy Pierwszym Sekretarzem PZPR był Władysław Gomułka. Wtedy to rozpoczęto oczyszczanie terenu o powierzchni 30 tysięcy hektarów, a całość została ogrodzona betonowym murem o wysokości 3 metrów. W wyniku tego procederu bezpowrotnie zniknęły opuszczone cerkwie, cmentarze i budynki mieszkalne…

Księstwo aż do 1989 roku pełniło rolę ośrodka wypoczynkowego dla Rady Ministrów. Poza polskimi oficjelami, miejsce odwiedzili, m.in. Breżniew, Tito, prezydenci NRD, Francji, czy nawet szach Iranu. Mieli tu zapewnione idealne warunki do polowań – zwierzynę karmiono ogromnymi ilościami jedzenia, przez co była, nazwijmy to, „mniej ruchawa”. W murach otaczających Księstwo montowano też specjalne bramki, przez które zwierzęta mogły wejść, ale nie mogły już wyjść.

Arłamów
Dawna rezydencja w Jamnej Górnej (obecnie Hotel Arłamów) – źródło: wikipedia.org

Teren Księstwa to było tak naprawdę „państwo w państwie” – nikt niepowołany nie mógł się dostać na jego teren, a nieuprawnione wejście było surowo karane. Wszystkie drogi dojazdowe były zablokowane szlabanami i patrolowane przez wojsko. Terenu pilnowała również specjalnie powołana do tego celu jednostka.

Co ciekawe, w Księstwie Arłamowskim przebywał również Lech Wałęsa, który internowany był tutaj przez 9 miesięcy. Dzisiaj ośrodek został przerobiony na luksusowy hotel, a na terenie, gdzie kiedyś przechadzali się komunistyczni przywódcy, dziś chodzić mogą rodziny z dziećmi. I tylko tych cerkwi żal…

Szlak Karpacki: Góry Sanocko-Turczańskie
Lądowisko helikopterów w Jamnej. W 2016 roku to właśnie w Hotelu Arłamów do Mistrzostw Europy przygotowywała się piłkarska reprezentacja Polski. Piłkarze najczęściej przybywali do ośrodka drogą powietrzną, lądując dokładnie w tym miejscu.

Mobilna cerkiew w Jureczkowej

Pod koniec dnia docieramy do Jureczkowej, gdzie udaje nam się znaleźć nocleg w agroturystyce „U Małgorzaty”. Za „co łaska” dostajemy miejsce na namiot, łazienkę, prąd i stoliki do przygotowania jedzenia – na bogatoooooości! Wcześniej jednak odwiedzamy tutejszy kościół, z którym związana jest ciekawa historia.

W 1951 roku, w wyniku akcji „Wisła”, wieś niemal całkowicie spłonęła. Ocalałą cerkiew spalili osadnicy greccy, przybyli tutaj w 1955 roku. W miarę upływu czasu w Jureczkowej zaczęły pojawiać się kolejne rodziny, głównie z Lubelszczyzny. W miarę ponownego rozwoju wsi pojawił się problem z brakiem kościoła. I tak, bez zgody ówczesnych władz, w 1978 roku mieszkańcy pożyczyli sobie cerkiew z sąsiednich Nowosielec Kozickich. Cerkiew pełni dzisiaj rolę kościoła rzymskokatolickiego, jednak z zewnątrz zachowała swój prawosławny charakter.

Szlak Karpacki: Góry Sanocko-Turczańskie
Cerkiew w Jureczkowej

Niebieski Szlak Rzeszów-Grybów, dzień 8:

Szlak Karpacki: Góry Sanocko-Turczańskie – dzień 9

Kolejny dzień zmagań rozpoczynamy od podejścia na Chwaniów, na którego zboczach utworzono rezerwat o tej samej nazwie. Ma on na celu ochronę żyznej buczyny karpackiej, której rozległe płaty nie występują nigdzie indziej w Karpatach Wschodnich. Zresztą Chwaniów jest najdalej na północ wysuniętym fragmentem wschodniej części Karpat (które ciągną się aż hen, hen do Rumunii).

Szlak Karpacki: Góry Sanocko-Turczańskie
Dziki i zarośnięty Rezerwat Chwaniów

Już początek podejścia daje nam do zrozumienia, jak dziki jest to teren – błotko, przedzieranie się przez krzaki i znikające oznakowanie szlaku – można powiedzieć, standardowy zestaw na Szlaku Karpackim. Ogólnie trasa jest ewidentnie mało uczęszczana, co ma odwzorowanie w poziomie zarośnięcia ścieżek. My gubimy szlak na tym odcinku jeszcze raz, przed Brańcową (677 m n.p.m.). Żeby nie było nam nudno, co chwilę napotykamy ślady bytności niedźwiedzia – tropy, specyficzny zapach (podobny do zgniłego mięsa) i potężne kupy pełne pestek po dzikich wiśniach. Adrenalinka!

Pełni obaw docieramy do Dźwiniacza Dolnego, wcześniej zażywając pięknych widoków na okoliczne wzniesienia. W Dźwiniaczu robimy sobie przerwę obiadową. To dobry moment, żeby wspomnieć, że wieś spotkał standardowy dla tych terenów los – w 1944 roku ludność wysiedlono, a miejscową cerkiew rozebrano. Do 1951 roku przebiegała tędy granica polsko-radziecka, czego odzwierciedleniem są stare słupy graniczne.

Szlak Karpacki: Góry Sanocko-Turczańskie
Idealne miejsce na odpoczynek w Dźwiniaczu Dolnym

Legenda o Kamiennej Laworcie

A jak tam u nas? Posileni, to ciśniemy ochoczo w górę! Haha, oczywiście, że nie. Już na wstępie szlak hamuje nas porządną dawką błota. Brniemy przed siebie, w nagrodę otrzymując przebijające się między drzewami widoki. Na szczycie Laworty to się dopiero dzieje! Krzyż, tablica ze szlakami, drewniana rzeźba, ale przede wszystkim – legenda towarzysząca tej górze.

Dawnymi czasy krainę tę nawiedzali zbójcy, którzy byli przyczyną napadów, wojen i wszelkiego zła. Mała dziewczynka, Laworta, która cudem przeżyła jeden z napadów, poprzysięgła zemstę. Odnalazła starca, który mając zdolności magiczne, zamienił zbójców w czosnek niedźwiedzi. Przysługa ta miała jednak drugie dno – nikt nigdy nie mógł zerwać nawet listka zbójeckiego czosnku. Kraina Laworty odzyskała spokój, a ona sama dobrze i sprawiedliwie rządziła poddanymi. Przestrzegła ich jednak przed zrywaniem czosnku ze zboczy góry, na której stał jej dwór.

I tak mijały lata, aż szóstka rodzeństwa, zbierając w lesie owoce, zapragnęła sprawdzić prawdziwość legendy. Jak się domyślasz, nie był to zbyt dobry pomysł – biedna Laworta zamieniła się w górę i zapłakała kamiennymi łzami, które zabiły niesforne dzieciaki. Po dziś dzień Laworta dumnie wznosi się nad Ustrzykami Dolnymi, a jej zbocza porośnięte są czosnkiem niedźwiedzim.

Szlak Karpacki: Góry Sanocko-Turczańskie
Myyyyk! Kamienna Laworta zdobyta.

I właśnie do wspomnianych Ustrzyk Dolnych schodzimy na nocleg. Jest na bogato – agroturystyka, własny pokój, prysznic i te sprawy. Nawet na kolację do knajpy się wybieramy. Żyć, nie umierać!

Niebieski Szlak Rzeszów-Grybów, dzień 9:

Szlak Karpacki: Góry Sanocko-Turczańskie – dzień 10

Przez ostatnie kilka dni pogoda naprawdę nas rozpieszczała – i komu to przeszkadzało? Prognozy straszą nas popołudniowymi burzami przez kolejne dwa dni, przez co szlak do zrobienia nawet w jeden dzień rozkładamy na dwa. Dziesiąty dzień ze Szlakiem Karpackim rozpoczynamy od pysznego śniadania na rynku w Ustrzykach Dolnych. Opiekane pierogi z bundzem i sosem z czosnku niedźwiedziego z rana? Ooooo takkkkkk 🙂

Pierogi z bundzem
Omnomnomnomnom

Pierwszym szczytem po wyjściu z Ustrzyk jest Gromadzyń, na którym znajduje się stok narciarski. Z tym szczytem również związana jest pewna legenda. Dawniej przez Bieszczady przebiegało wiele szlaków handlowych, a kupcy handlowali swoimi dobrami w Ustrzykach. Z czasem zjeżdżało się ich tak wielu, że zgromadzenia przeniesiono na pobliską górę (stąd też jej nazwa). Spotkania te były naprawdę huczne. Jedno z nich zakończyło się jedną wielką popijawą, a napici kupcy oddawali swoje dobra praktycznie za darmo. Pojedli, popili, aż w końcu usnęli.

We śnie jednemu z kupców przyśniła się tajemnicza mgła, która z niewyobrażalną wręcz siłą zaczęła niszczyć stoiska biednych kupców i rozrzucać ich towary. Mówiąc krótko – zmieniła targ w pobojowisko. Czy sprawcą rzeczywiście była owa mgła (czy może jednak gorzała)? Nie mi oceniać. O poranku mocno skacowani i nieogarnięci kupcy w pośpiechu chcieli pozbierać swoje dobra. Mocno „wczorajsza” forma sprawiła jednak, że kilku z nich upadło i zjechało z pobliskiego stoku. Tak powstała tradycja szusowania z Gromadzynia do Ustrzyk, która trwa po dziś dzień.

Architektoniczny cud

Ze szczytu schodzimy do Równi, w której znajduje się prawdziwa perełka – Cerkiew Opieki Matki Bożej z drugiej połowy XVIII wieku. Budowla prezentuje typowy styl drewnianej cerkwi bojkowskiej. Tylko wyobraźcie sobie ten zapach starego drewna! My wciąż mamy go w naszych nosach. Cerkiew po wojnie do 1951 roku znajdowała się na terytorium ZSRR, co prawdopodobnie uchroniło ją przed zniszczeniem w wyniku akcji „Wisła”.

Po przekazaniu terytorium Polsce, mieszkańców wysiedlono, a niszczejąca cerkiew wykorzystywana była jako magazyn. Część zachowanego wyposażenia przekazano muzeum w Łańcucie. W 1969 roku mieszkańcy Równi zaczęli samodzielnie adaptować cerkiew na kościół, czego efektem było oficjalne przekazanie Kościołowi Katolickiemu budynku trzy lata później.

Cerkiew w Równi
Przepiękna cerkiew w Równi

Obok drogi prowadzącej do cerkwi znajduje się altanka (scena?), która może posłużyć jako miejsce do schronienia przed deszczem lub do odpoczynku.

A może by tak nad Solinę?

Po wyjściu z Równi czeka nas strome podejście na grzbiet góry Zawał (768 m n.p.m.). Trzeba mieć się na baczności, ponieważ przed szczytem Lasy Państwowe wyznaczyły obejście (stan na lipiec 2020 r.). Informują nas o tym odpowiednie tabliczki i oznaczenia. Obejście bardzo nam się podoba, ponieważ oferuje piękne widoki na Bieszczady, które są coraz bliżej!

Szlak Karpacki: Góry Sanocko-Turczańskie
Przed nami Bieszczady!

Wszystko super, przyjemnie, gdyby nie kolejne tropy i kupy niedźwiedzia – zdecydowanie chodzimy po jego terytorium. Bez przygód udaje nam się jednak zejść do Teleśnicy Oszwarowej i zastanawiamy się, co dalej. Prognozy wieszczą nadchodzącą burzę, a wcale nie tak daleko od szlaku znajduje się jedna z zatok Jeziora Solińskiego… Postanawiamy zakończyć marsz na dziś i odpocząć nad wodą. Bar u Bolka wydaje się ciekawą opcją – oferuje wyżywienie i miejsce na namiot.

Zatoka w Teleśnicy oferuje przepiękne widoki, choć jest mocno zatłoczona. Deszcz rzeczywiście nadciąga, na szczęście burza tym razem nas oszczędza. Co do wyżywienia – jest takie, jakie spodziewaliśmy się, że będzie – barowe 😀 Natomiast co do noclegu – idąc Szlakiem Karpackim w sezonie, zwyczajnie się tam nie zatrzymuj. Skończysz mocno niewyspany/niewyspana, za to znając wszystkie hity obecnej sceny muzycznej 🙂

Jezioro Solińskie
Magiczne Jezioro Solińskie…

Niebieski Szlak Rzeszów-Grybów, dzień 10:

Szlak Karpacki: Góry Sanocko-Turczańskie – dzień 11

I tacy właśnie niewyspani ruszamy z rana w dalszą wędrówkę. Musimy się spieszyć, ponieważ prognozy wskazują na wczesnopopołudniową burzę. Jest to o tyle problematyczne, że pomiędzy Teleśnicą Oszwarową a Chrewtem (kolejną wioską) mamy do przejścia 11 kilometrów, bez żadnej możliwości schronienia przed ewentualnymi opadami. Ogólnie plan na dzisiaj jest prosty i mało ambitny – dotrzeć do Polany przed burzą i tam poszukać noclegu.

Po zjedzeniu śniadania przy sklepie w Teleśnicy (znajduje się przy samym szlaku) ruszamy w drogę wzdłuż Jeziora Solińskiego. Trasa jest dosyć monotonna, prowadzi przez las i nie oferuje widoków. Urozmaiceniem wędrówki są napotkane maszyny pracujące przy ścince i zrywce drzew. Zazwyczaj psioczymy na stan szlaków pieszych po użytkowaniu ich przez ciężki sprzęt. Tym razem jest inaczej – bele drewna ciągnięte ścieżką wyrównują nam błotnisty teren i sprawiają, że pokonanie tego odcinka jest nieco łatwiejsze.

Szlak Karpacki: Góry Sanocko-Turczańskie
Kulig dla odważnych 🙂

Im bliżej Chrewtu, tym więcej polan, a mniej lasów. Dzięki temu możemy podziwiać przepiękne łąki kwietne i rzucić ostatni raz okiem na Jezioro Solińskie. Ciemne chmury wiszą nisko nad górami, nie są na szczęście skore do „uraczenia” nas deszczem. Po zejściu do wioski czeka nas dwukilometrowy spacer drogą wojewódzką do kolejnej wsi – Polany. Po drodze mijamy miejsce po młynie wodnym z co najmniej XVI wieku.

Tam, gdzie grasują bieszczadzkie zakapiory

Sam szlak niebieski już na początku Polany odbija w stronę Otrytu, my jednak, jak już wspomniałem, chcemy zostać w Polanie na noc. Idziemy więc dalej drogą, docierając do centrum wioski – miejscowej świetlicy. Wtedy też łapie nas deszcz, ale teraz to może sobie padać – mamy schronienie w postaci stylowego i przestronnego przystanku autobusowego.

Szlak Karpacki: Góry Sanocko-Turczańskie
A pod dachem przystanku wpisy z czasów, gdy jeszcze nie było nas na świecie…

Na budynku świetlicy znajduje się tablica informacyjna, z której możemy dowiedzieć się nieco więcej o historii Polany – np. o cerkwi, którą zwiedzimy jutro, czy o kopalni ropy naftowej z XIX wieku. Okazuje się, że sama wieś została założona już w XV wieku!

Ale dosyć tego przynudzania, idziemy dalej, do prawdziwie centralnego punktu Polany – sklepu i Baru „Pod Otrytem! Bar jest znany w całych Bieszczadach, to właśnie tutaj od 2010 roku odbywa się coroczny koncert „To dla was gramy przyjaciele”. Siedząc w starym, blaszanym budynku, racząc się piwem i zajadając placka po bieszczadzku, możemy poczuć prawdziwy bieszczadzki klimat. Miejscowi mówią, że często spotkać tu można prawdziwych bieszczadzkich zakapiorów – czyli ludzi, którzy lata, lata temu przybyli w Bieszczady. Uciekali przed wojskiem, pracą, sądem – a czasami zwyczajnie zakochiwali się w tych dzikich i nieznanych terenach.

Piwo w Barze pod Otrytem
Piwerko w Barze pod Otrytem, na ścianach fotorelacje z miejscowych koncertów

Szlak Karpacki: Góry Sanocko-Turczańskie – mówimy papa!

Trochę nam się ten artykuł przeciągnął, ale musimy przyznać, że Góry Sanocko-Turczańskie to prawdziwie dziki etap Szlaku Karpackiego. Dobrze wiemy, co czeka nas w Bieszczadach w środku sezonu – tłumy na szlakach. Góry Sanocko-Turczańskie są więc wspaniałą i bliską alternatywą – to właśnie tutaj najlepiej czuje się tajemniczą atmosferę Szlaku Rzeszów-Grybów.

A my co? Zasięgamy języka w barze i znajdujemy nocleg w pobliskiej agroturystyce. Rano czas na zwiedzanie cerkwi i rozpoczęcie kolejnego odcinka naszej wędrówki – wchodzimy w Bieszczady!

Niebieski Szlak Rzeszów-Grybów, dzień 11:


Czytaj dalej: Szlak Karpacki – Bieszczady (część 1)


Jeśli ten artykuł Ci się spodobał, zachęcamy do pozostawienia komentarza – będziemy wiedzieć, że tworzenie takich treści ma sens! Zapraszamy również na nasz profil na Facebooku i Instagramie – staramy się tam na bieżąco umieszczać zdjęcia i relacje z naszych podróży. Kto wie, może znajdziesz tam inspirację na Twoją kolejną wycieczkę?

Poniżej nieco więcej zdjęć z tego etapu Szlaku Karpackiego:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.