Góry Przeklęte – tajemniczy skarb Bałkanów

Góry Przeklęte – chwytliwa nazwa dla gór, nieprawdaż? Gdy pierwszy raz ją usłyszeliśmy, zapragnęliśmy się tam znaleźć i sprawdzić adekwatność nadanego przydomka. I wiecie co? Rzadko kiedy jesteśmy aż w takim podziwie, w jakim znaleźliśmy się, wędrując tym pasmem. WOW! Ale po kolei.

Góry Przeklęte – skąd nazwa?

Góry Przeklęte (serb. Prokletije/Проклетије, alb. Bjeshket e Namuna) znane są również jako Alpy Północnoalbańskie. Są najwyższą i najdalej na południe wysuniętą częścią Alp Dynarskich (które ciągną się aż od Słowenii). Położone są na terytorium Czarnogóry, Albanii i Kosowa. Ok, ok, ok, ale co z tą nazwą, co sprawia, że tak piękny zakątek Bałkanów otrzymał tak złowieszczy przydomek?

góry przeklęte
Przygraniczne szczyty Gór Przeklętych, w dole wyschnięte Jezioro Ropojańskie

Legendy są dwie. Pierwsza (albańska) mówi o matce i dwójce dzieci uciekającymi przed Turkami. Pozbawieni wody, wycieńczeni upałem i wspinaczką, zginęli w górach. Zanim jednak matka wyzionęła ducha, przeklęła góry:

„Góry! Obyście już nigdy nie miały wody! Niech trawi was ogień! Niech chmury zakryją wasze szczyty!”

I coś w tym jest – źródeł jest rzeczywiście niewiele, miejscowe pożary to norma (sami widzieliśmy kilka pogorzelisk), a chmury często ukrywają piękno Gór Przeklętych.

Druga legenda (tym razem serbska) mówi o żołnierzach, którzy pokonani w bitwie, zmuszeni byli wycofać się w pobliskie góry. W tym przypadku również słońce i brak wody dały o sobie znać, przez co zrezygnowany generał miał wykrzyknąć: „Bądźcie przeklęte! (serb. Prokleta da si!)”.

Co ciekawe, obie wersje powstały niezależnie od siebie – więcej o obu historiach przeczytasz TUTAJ (w języku angielskim).

góry przeklęte
W Górach Przeklętych pożary nie są rzadkością

Góry Przeklęte – Peaks of the Balkans

Jak zwiedzać Góry Przeklęte? My zdecydowaliśmy się na przejście dwóch odcinków trasy Peaks of the Balkans. Co to takiego? To szlak pieszy – pętla – liczący 192 kilometry, dzięki któremu poznajemy najpiękniejsze zakątki Gór Przeklętych. Tak to wygląda na mapie:

Po dłuższym studiowaniu opisu poszczególnych etapów na oficjalnej stronie szlaku wybraliśmy te z miejscowości Plav do Vusanje i z Vusanje do Teth. Miało to również związek z logistyką i naszymi planami dalszego podboju Bałkanów.

Peaks of the Balkans – przed wejściem na szlak

Rozpoczęcie naszej wędrówki od miejscowości Plav miało dwie ważne korzyści. Po pierwsze do Plav kursują busy z Podgoricy (stolicy Czarnogóry), a po drugie znajduje się tam placówka straży granicznej. Dzięki temu mogliśmy od razu ogarnąć pozwolenie na przekroczenie granicy czarnogórsko-albańskiej, znajdującej się wysoko w górach.

Uzyskanie pozwolenia nie stanowiło żadnego problemu – jak już namierzyliśmy sam budynek. Dodaliśmy go do Map Google, więc teraz powinno już być łatwiej. Znajduje się on tutaj:

Za wydanie dokumentu zapłaciliśmy 9 euro (sierpień 2021, ma to związek z jakimiś opłatami administracyjnymi) – pytaliśmy mieszkańców, niestety trzeba płacić, nie ma rady. Trzeba też mieć ze sobą trochę gotówki – w Teth (pierwsza miejscowość po stronie albańskiej) nie znajdziemy bankomatu. Wszędzie można jednak płacić w ojro.

Dobrze jest również zaopatrzyć się w wodę – tej rzeczywiście może na trasie brakować, szczególnie na odcinku Vusanje – Teth. W Vusanje nie ma żadnego sklepu – jest za to knajpa, w której można coś zjeść.

Góry Przeklęte: Odcinek Plav – Vusanje

No dobra, mamy już pozwolenie, mamy zapasy, można cisnąć w góry! Ale najpierw rzut oka na samo miasteczko. Plav, mimo że to miejscowość w Czarnogórze, w zdecydowanej większości zamieszkane jest przez Bośniaków. Ma to odzwierciedlenie w meczetach znajdujących się w miejscowości. Jeden z nich, Carska Džamija, pochodzi z 1471 roku i jest ponoć najstarszym meczetem w całej Czarnogórze.

Góry Przeklęte
Carska Džamija, meczet z 1471 roku

Plav położony jest nad Jeziorem Plavskim (serb. Plavsko Jezero), dzięki czemu widoki z początkowego etapu trasy będą naprawdę bajkowe. Ruszajmy zatem!

Plav i Plavsko Jezero góry przeklęte
Widok na Plav i Jezioro Plavskie

Startując z centrum miejscowości, powoli zdobywamy wysokość, chłonąc piękne widoki na wspomniane jezioro. Dochodzimy do Vardište, gdzie znajduje się wiata wypoczynkowa i źródełko. Warto sprawdzić stan wody – aż do Vusanje możemy liczyć jedynie na okresowe strumyki. Tutaj też wchodzimy na teren Parku Narodowego Prokletije.

Wchodzimy na asfaltówkę, ale miej się na baczności (my się nie mieliśmy i musieliśmy wracać) – chwilę później szlak odbija w lewo i zaczyna się mozolne, zygzakowate podejście pod szczyt Karaula (1684 m n.p.m.). Cały czas idziemy w lesie, jednak pod samym szczytem otrzymujemy znienacka piękne widoki na dolinę rzeki Grnčar.

góry przeklęte
Widoki spod szczytu Karaula

W krainie wierzbówki

Żarty się kończą – przed nami niemal 300 metrów do góry, aby dotrzeć na polanę pod szczytem Maja e Borit (2074 m n.p.m.). Ale luuudzie, co to jest za miejsce! Jak tutaj sielsko, jakie widoki, jaki klimat! I przede wszystkim kwitnąca wszędzie wierzbówka kiprzyca, która sprawia, że miejsce wygląda jak z najpiękniejszej pocztówki. Coś przepięknego… Napotkany wędrowiec z Anglii jest tak zauroczony polaną, że postanawia zatrzymać się tutaj na noc.

Polana pod Maja e Borit góry przeklęte
Różowa polana przed podejściem na Maja e Borit

Polana jest idealnym miejscem na odpoczynek – szczególnie że widzimy wspomniany szczyt i wiemy, że za chwilę lekko nie będzie. W sumie to czeka nas mordęga – podejście jest absolutnie mordercze, a ciężkie plecaki niemiłosiernie ciągną w dół. Co zrobić – pozostaje nam co chwilę „podziwiać widoki” na Plav i jezioro, bo to ostatni moment – za chwilę wszystko zniknie za szczytem.

góry przeklęte
Ostatnie widoki na Jezioro Plavskie (nad prawą ręką Martyny)

Jezioro rzeczywiście znika nam z oczu, ale nie smucimy się, gdyż naszym oczom ukazuje się PRZE-PIĘ-KNA panorama na pasmo Kolaty (z najwyższym szczytem Czarnogóry – Zla Kolata, 2534 m n.p.m.) i albańską część Gór Przeklętych. No kopara nam opada. Zdjęcia tego nie oddadzą, tutaj zwyczajnie trzeba być.

W drodze do Vusanje

Wciąż oszołomieni widokami wędrujemy łagodnym grzbietem, aż docieramy do najwyższego punktu na dzisiejszej trasie – szczytu Bora (2106 m n.p.m.). Teraz będzie już tylko w dół 🙂

Bora Czarnogóra góry przeklęte
Widoki z podejścia na szczyt Bora (to ten zielony po prawej) – najwyższy szczyt po lewej stronie to właśnie Zla Kolata

Ścieżka łagodnie opada, a my zbliżamy się do dwóch jeziorek – oba są niemal całkowicie wyschnięte. Krajobraz po raz kolejny się zmienia – tym razem pojawiają się iglaki. Krótka przerwa na obiad z widokiem i ruszamy dalej. Szlak zbliża się do skalistych szczytów pasma Kolaty, przez co znowu doświadczamy przeobrażenia trasy. Tym razem wędrujemy pomiędzy większymi i mniejszymi głazami, mając przed sobą rozległą dolinę Beličkiego Potoku.

Jesteśmy tak zauroczeni tym miejscem, że postanawiamy zostać tu na noc. W końcu stąd do Vusanje zostaje nam raptem 5 kilometrów, przejdziemy to rano. Szybkie rozbicie namiotu i możemy napawać się nieśmiałym zachodem słońca. Dobranoc!

Alpy Północnoalbańskie
Pożar na niebie nad Górami Przeklętymi

Kto nam dzisiaj to wywróży – będzie burza czy nie będzie burzy?

Sielską atmosferę naszej wędrówki wciąż mąci myśl o prognozie. Co prawda w dolinie zasięgu nie ma, ale z wczorajszej prognozy wynika, że dzisiaj możliwe są burze. Ranek wita nas chłodno, ale słonecznie. Zbieramy się do drogi, dzisiaj mamy dotrzeć aż do Teth!

Nieco poniżej naszego noclegu znajduje się legitne źródełko, oznaczone również na mapie. Co ciekawe, na tej samej mapie zaznaczona jest również knajpa. Knajpą okazuje się chata pasterska, przy której pasą się krowy, konie i owce. Przydrożne znaki informują nas o możliwości wypicia wszystkich napojów świata, zachodzimy więc na kawę i herbatę. Klimat WOW!

Owce i pies pasterski w Alpach Północnoalbańskich
Bar w środku gór – to nam się podoba!

Zbliżając się do Vusanje, wymijamy stojące na ścieżce krowy (zawsze mamy przy tym lekki stres). Nieco nam się spieszy, gdyż zaczyna kropić. Mżawka przeradza się w regularny opad, na szczęście udaje nam się schronić w restauracji w centrum wioski. Mimo że pan nie oferuje tak wcześnie posiłków, udaje mu się sklecić całkiem przyzwoite śniadanie. Zajadamy, patrząc na krople deszczu i pojawiające się w oddali odgłosy burzy.

Góry Przeklęte: Odcinek Vusanje – Teth

Decyzja jest ryzykowna, ale podyktowana prognozami. Kolejny dzień ma przynieść już regularne deszcze, dlatego postanawiamy ruszać dalej. Deszcz na szczęście okazuje się chwilowy – po skończonym posiłku i toalecie pozwala nam wyjść suchą stopą na zewnątrz.

Przy samej restauracji znajduje się jedna z dwóch głównych atrakcji Vusanje – Wodospad Grlja. To właśnie tutaj Belički Potok z wysokości 30 metrów wpada do rzeki Grlja. A gdzie swój początek ma wspomniana rzeka? Na to pytanie odpowie nam druga z atrakcji.

Wodospad Grlja
Wodospad Grlja

Wędrując ścieżką w kierunku potoku, po pewnym czasie zobaczymy drewnianą tablicę informacyjną z napisem „Oko Skakavice”. Tłumacząc na język polski, jest to Oko Konika Polnego. Po wąskiej ścieżce odbijamy w prawo, aż dochodzimy do… dziury w ziemi. Ale jakiej przepięknej! Ta dziura to właśnie źródło naszej rzeki, tworzące małe jeziorko o spektakularnym kolorze wody. Bardzo chłodnej wody! Jej temperatura to 5°C, jest więc zbyt zimna nawet do picia.

Oko Skakavice
Oko Konika Polnego – woda wypływa spod ziemi (z tego ciemnoniebieskiego otworu za Kylem

Ku granicy

Zaraz za źródłem docieramy do tablicy informującej nas, że ponownie wkraczamy na teren Parku Narodowego Prokletije. Cykamy sobie foteczki, jest trochę śmiechu, co powoduje ruch w zaparkowanym nieopodal aucie. Okazuje się, że w środku drzemie strażnik, który przebudzony hałasem informuje nas o obowiązku zakupienia biletów. 2 euro, nie zbiedniejemy – oby tylko te pieniądze poszły na ochronę tego pięknego zakątka Europy…

Wędrujemy przepiękną Doliną Ropojańską, bacznie obserwując przetaczające się przez okoliczne wierzchołki chmury. Szczyty są naszymi sprzymierzeńcami – wytrwale odpierają ataki szarówy. W końcu naszym oczom ukazuje się Jezioro Ropojańskie – a raczej coś, co powinno być jeziorem, ale brakuje w nim wody.

góry przeklęte
Znajdź Kyla! A to zielone na dole to właśnie wyschnięte Jezioro Ropojańskie

Po drugiej stronie jeziora stoi on – stary słupek graniczny, oznaczający granicę pomiędzy Albanią i Czarnogórą. Albanię reprezentuje dwugłowy orzeł i litery RPSSH – Republika Popullore Socialiste e Shqipërisë, czyli Ludowa Socjalistyczna Republika Albanii. Taką nazwę nosiła Albania w okresie dyktatury Envera Hodży. Przeciwległa strona słupa jest zniszczona – widać miejsce po herbie Jugosławii i literę J – prawdopodobnie to akronim oznaczający Socjalistyczną Federacyjną Republikę Jugosławii.

Stary słupek graniczny Albania Czarnogóra (Jugosławia)
Stary słupek graniczny pomiędzy Albanią a Jugosławią

Góry Przeklęte: Krajobrazy jak nie z tego świata

Ale dosyć tych historycznych wywodów – rozpoczynamy wspinaczkę przez gęsty las liściasty. Pod nogami skaczą nam TYSIĄCE miniaturowych żabek! Chyba trafiliśmy na jakiś intensywny okres rozrodczy 🙂 Docieramy do przepięknej łąki, o nic nie mówiącej nam nazwie Fusha e Ruinicёs. Znajduje się tu szałas pasterski i osiołki, a na pobliskim stoku pasą się owce. Przy szałasie mamy możliwość uzupełnienia zapasów wody. Szczyty po prawej wciąż chronią nas przed niepogodą. Jest pięknie!

Fusha e Ruinicёs
Osioooooołki! 🙂

Dalsza droga to kolejna wspinaczka. Docieramy do pozostałości dwóch stanowisk strzelniczych, a zaraz za nimi wychodzimy nad kolejną łąkę – She i Bardhё. Znajduje się tutaj kolejne źródełko i opuszczony bunkier (użytkowany teraz przez pasterzy). Jeśli chcesz rozbić drogę do Teth na dwa dni, to właśnie tutaj warto rozważyć nocleg. My rozważamy czekoladę, która w takich okolicznościach natury smakuje wybornie.

Przed nami kolejne podejście, które otwiera nam widok na Jezioro Pejёs. I znowu szczęki nam opadają – zapadlisko z jeziorem wygląda jak po wielkim trzęsieniu ziemi. Mnóstwo porozrzucanych głazów, układających się w fantazyjne kształty. Krajobraz jak z innej planety!

Jezioro Pejёs
Jezioro Pejёs (a nawet dwa jeziora); niech Cię nie zmyli perspektywa, jeziora (i głazy obok) są naprawdę duże!

Nocne schodzenie

Nie możemy się napatrzeć na jeziorko, a przed nami podejście na przełęcz Qafa e Pejёs. I kolejne zaskoczenie – przed nami otwiera się ogromna dolina Theth. Aaaaaaale widok! Przy okazji naocznie uświadamiamy sobie, jak daleka (i stroma) droga nadal przed nami. Co zrobić, trzeba iść.

Dolina Theth
Martyna, siedząc na skalnej lamie, podziwia Dolinę Theth

Schodzimy zygzakami, napawając się pięknymi widokami. Ściemnia się, ale na szczęście udaje nam się dotrzeć do wypłaszczenia. Kilkukrotnie przecinamy naprawdę szerokie miejsca po strumieniach – podczas roztopów musi być tutaj wesoło. Na jednym z kamieni Martyna lekko podkręca kostkę, przez co marsz staje się jeszcze trudniejszy. Idąc już po ciemku mijamy pole namiotowe, wioskę Okol, aż docieramy do „przedmieść” Theth.

Naszą uwagę zwraca gwarna knajpka i informacja o noclegach (miejscówka nazywa się Ded Kola). Dosyć! Tutaj dzisiaj będziemy spać. Namiot można rozbić za darmo, my decydujemy się na kabinę z łazienką – przyda się po dwóch dniach górskiej wędrówki.

Nocleg Theth
W takim właśnie domku spaliśmy – wygodny i z własną łazienką! Cena za 2 os. ze śniadaniem – 30 EUR

Warto było zaryzykować i przejść trasę mimo niekorzystnych prognoz. Festiwal chmur i szczytów dał niesamowity efekt, który na długo pozostanie w naszej pamięci. Co za przeżycie!

Theth – robi się turystycznie

Rano wcinamy przepyszne albańskie śniadanie i zbieramy się do centrum Theth. Zaczyna robić się turystycznie – sporo knajpek, hotele, turyści przechadzający się po wiosce. Można dotrzeć tutaj autem – nic więc dziwnego, że jest nieco tłoczno. Próbujemy złapać jakąś informację o busach do Szkodry – jednak ani w informacji turystycznej, ani w sklepie nikt nic nie wie. Rozmowy z kierowcami busów również nie przynoszą efektów – wszyscy są pełni, wszyscy mają zorganizowane grupy.

Decydujemy się więc na spacer pod kościółek – to on znajduje się praktycznie na każdym zdjęciu z Theth. Szybkie foteczki i siadamy w jednej z kawiarni, naradzając się, co robić dalej. Autostop? Może być ciężko, ale chyba nie mamy wyjścia. Na pomoc przychodzi nam jeden z lokalsów – obiecuje znaleźć nam kierowcę.

Słynny kościół w Theth
Słynny kościół w Theth

I rzeczywiście! Po jakimś czasie pod kawiarnię zajeżdża bus, krótka rozmowa naszego nowego kolegi z kierowcą i myyyk! Mamy dwa miejsca. Bilet z Theth do Szkodry to koszt 10 euro za osobę – lokalni mieszkańcy płacą mniej, ale cóż – takie prawa rynku.

A sama droga do Szkodry to prawdziwa uczta dla oczu (i niekoniecznie dla żołądka) – serdecznie polecamy!

Zachęcamy do obejrzenia galerii poniżej – znajdziesz tam duuużo więcej zdjęć z naszej wyprawy w Góry Przeklęte. Jeśli ten artykuł okazał się pomocny, daj nam proszę znać! Będziemy wiedzieć, że nie piszemy do siebie 🙂 Jeśli masz dodatkowe pytania, zostaw nam komentarz, z pewnością odpowiemy!

Zapraszamy również na nasz profil na Facebooku i Instagramie – staramy się na bieżąco umieszczać zdjęcia i relacje z naszych podróży. Kto wie, może znajdziesz tam inspirację na Twoją kolejną wycieczkę?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *